RSM Poland
Języki

Języki

100% odliczenia VAT od samochodu osobowego – tylko dla skrupulatnych

Mateusz CHŁOSTA
doradca podatkowy, Junior Tax Manager w RSM Poland

Jednym z przypadków, gdy możliwe jest odliczenie 100% podatku VAT naliczonego przy zakupie i użytkowaniu samochodu osobowego, jest wykorzystywanie go wyłącznie do działalności gospodarczej podatnika. Dla udowodnienia, że samochód jest użytkowany wyłącznie do takich celów, podatnik jest zobowiązany prowadzić ewidencję przebiegu pojazdu. I tu pojawiają się przysłowiowe schody. Ustawa o podatku od towarów i usług wskazuje, w jaki sposób prowadzić ową ewidencję oraz jakie rubryki powinna ona zawierać, jednak zainteresowani podatnicy rozumieją wytyczne inaczej niż egzekwujący prawo urzędnicy aparatu skarbowego.

Metry na cenzurowanym

Z oczywistych względów organy podatkowe przyjmują w tym zakresie bardzo restrykcyjne stanowisko. Ich zdaniem ewidencja powinna dokumentować każdy przejechany „centymetr”. Pracownik podatnika pojechał do banku położonego 1150 m od siedziby spółki – należy zaewidencjonować. Następnie z banku pojechał na pocztę – do ewidencji. Potem pojechał jeszcze do urzędu i na sam koniec, zanim wrócił do siedziby spółki, zajrzał do hurtowni z artykułami biurowymi – każdy odcinek trasy powinien być zapisany wraz z adresem punktu, który pracownik odwiedził oraz ilością przejechanych kilometrów. Co więcej, zdaniem organów podatkowych, nie można tego typu wyjazdu wpisać do ewidencji jako jednej „trasy”, z początkiem i końcem w siedzibie spółki oraz zbiorczą liczbą przejechanych w tym dniu kilometrów. Każdy odcinek powinien być zaewidencjonowany osobnym wpisem.

Odliczenie 100% podatku VAT może zatem okazać się dyscypliną wymagającą od użytkującego samochód iście żelaznej dyscypliny. Odnosząc się do powyższego przykładu, pracownik przed rozpoczęciem jazdy do banku powinien odnotować stan licznika. Następnie po dojechaniu na miejsce powinien tę czynność powtórzyć. Taki algorytm musi stosować przy okazji każdego przejechanego odcinka. Biada, jeśli pracownik zapomni spojrzeć na licznik. W takim przypadku, oczywiście jeśli chce postępować zgodnie ze stanowiskiem fiskusa, musiałby zapewne odtworzyć przebieg trasy na jednej z internetowych map, aby określić ilość kilometrów przejechanych pomiędzy poszczególnymi punktami pośrednimi. Wygląda na zajęcie czasochłonne?

Podatnik – aptekarz i kronikarz w jednym

Fiskus nie jest jedynym orędownikiem aptekarskiej precyzji w prowadzeniu ewidencji. W ostatnim czasie WSA w Rzeszowie (wyrok z dnia 3 lutego 2015 r., sygn. akt. I SA/Rz 1073/14) przychylił się do stanowiska organu podatkowego, choć przy okazji zaprezentował nieco inną koncepcję. Zdaniem sądu opis trasy na zasadzie „siedziba spółki – siedziba spółki”, tudzież miejscowość, gdzie mieści się siedziba, jest nie do przyjęcia, ponieważ wyobrazić sobie łatwo, że podatnik określając tylko miejscowość wyjazdu i przyjazdu, (...) oraz łączny cel, bez ścisłego określenia miejsca gdzie on był realizowany, mógłby wpisać dowolną ilość przejechanych kilometrów, maskując wykorzystywanie samochodu do celów prywatnych, co przecież, przy ewentualnej kontroli podatkowej, byłoby nie do zweryfikowania, zwłaszcza po upływie pewnego okresu czasu. Z mniejszymi lub większymi zastrzeżeniami można zrozumieć stanowisko sądu. Odmienne podejście faktycznie mogłoby być swoistym zaproszeniem do nadużyć, aczkolwiek kwestia traktowania podatników z założenia jak potencjalnych oszustów podatkowych nadaje się na temat osobnego wpisu. Co ciekawe, mimo że sąd oddalił skargę podatnika, utrzymując w mocy wydaną interpretację, w przeciwieństwie do organu podatkowego uznał, że nie jest konieczne rozbijanie tego rodzaju wyjazdu na odcinki, z których każdy jest osobno ewidencjonowany, ale wystarczy jedna adnotacja z odpowiednio szczegółowym opisem trasy (np. z podanymi adresami punktów pośrednich). Chyba szykuje się skarga kasacyjna…  

Niemniej jednak interpretacja została utrzymana w mocy, a tym samym potwierdzono stanowisko wymagające od podatników iście kronikarskich zdolności. Czy tędy droga? Czy mnożąc wymogi ewidencyjne oraz ustalając stopień ich szczegółowości na takim poziomie, organy podatkowe faktycznie chcą walczyć z nadużyciami, czy być może „delikatnie” sugerują, że istnieje inne, znacznie łatwiejsze rozwiązanie pt. „50% odliczenie VAT”?

Jazda kontrolowana

Podejmując próbę odpowiedzi na tak postawione pytanie, warto zastanowić się nad następującym przypadkiem. U podatnika trwa kontrola podatkowa w zakresie podatku VAT za okres jednego roku podatkowego. Spółka posiadała kilkanaście samochodów, od wszystkich odliczała 100% podatku VAT. Jako, że podatnik był wzorem do naśladowania i zawsze stosował się do zaleceń organu podatkowego, ewidencja przebiegu pojazdów była prowadzona z dokładnością do 1 metra. Każdy wyjazd, każdego samochodu, każdy punkt pośredni – wszystko było odnotowane, szczegółowo opisane, wraz z adresami, przejechanymi kilometrami itd. W sumie kilka a może i kilkanaście tysięcy szczegółowych do granic możliwości wpisów w ewidencji. Do tak przygotowanego rejestru zasiada pracownik urzędu skarbowego z zadaniem: zweryfikuj jego prawdziwość. Można powiedzieć jedno – czeka go nie lada wyzwanie. Do wszystkich, którzy byliby gotowi podjąć się takiego zadania, pytanie – w jaki sposób, nawet dysponując tak szczegółowymi danymi, można wykazać autentyczność zaewidencjonowanej liczby przejechanych kilometrów, skoro z punktu A do punktu B można dojechać na kilkanaście różnych sposobów, a co za tym idzie rozbieżności w ilości przejechanych kilometrów mogą być znaczące? Co więcej, mogą istnieć okoliczności uzasadniające wybór tras alternatywnych (remont, korek, wypadek). Czy to też należy odnotować w ewidencji?

Z punktu widzenia ekonomiki postępowania kontrolnego, ewidentnie fiskus strzela sobie w stopę. Pytanie – czy robi to świadomie...

Pozostaje mieć nadzieję, że w imię walki z nadużyciami fiskus nie wpadnie na pomysł, aby każda jazda samochodem, od którego odliczamy 100% podatku VAT, musiała odbywać się w obecności specjalnego inspektora państwowego, który wszystko sam zaewidencjonuje, i za którego pracę podatnik będzie musiał oczywiście zapłacić.