Przemysław POWIERZA | Tax Partner
Międzynarodowe łańcuchy dostaw coraz częściej uwzględniają Polskę – w części przypadków jako kraj tranzytowy, a w części jako docelowy (lub przejściowo docelowy, gdy towar, po istotnej modyfikacji, trafia dalej). W niektórych przypadkach może powodować to jednak nietypowe problemy podatkowe. Przyjrzyjmy się im pijąc kolejną kawę z VAT-em.
Puls Biznesu (wyd. z 26.01.2026 r.) podaje, że możemy być dumni z tego, jak prężnie rozwijają się polskie towarowe porty morskie (przeładunkowe), które skutecznie konkurują z innymi europejskimi lokalizacjami. Nasze korzystne z perspektywy transportu towarów położenie geograficzne – to jedno. Trzeba jednak zadbać jeszcze o całą transportową infrastrukturę, żeby zacząć robić z tego korzystnego położenia właściwy pożytek. Wiele wskazuje na to, że się to udaje. Tylko w ubiegłym roku do naszych nadmorskich terminali trafiło o 18% więcej kontenerów niż w 2024 r. Przeładowujemy także coraz więcej LNG, a rząd zaczął mocno inwestować w gospodarkę morską (o połowę wzrosły wydatki budżetowe w tym zakresie). Rekordy biją w zasadzie wszystkie nasze portowe huby: Gdańsk, Gdynia, Szczecin i Świnoujście – wszystkie zwiększają swoje zyski (wzrosty rzędu 20%), bo przeładunki rosną dynamicznie (sięgnęły w ubiegłym roku 3,9 mln TEU): w Gdyni zanotowano wzrost o 5%, w Gdańsku o 23% a w Szczecinie aż o 44%.
Trudno się w tej sytuacji dziwić, że międzynarodowe łańcuchy dostaw coraz częściej uwzględniają Polskę. Więcej się u nas przy tym buduje albo konstruuje; oznacza to, że przepustowość polskich portów ma znaczenie, bo realizowane w naszym kraju projekty coraz częściej dotyczą skomplikowanych, wielkogabarytowych przemysłowych konstrukcji.
Sprawdź, jak możemy pomóc twojej firmie
Na czym polega biznes podatnika i w czym tkwi problem podatkowy?
W przypadku, który mamy na stole przy kawie, chodzi o niemiecką spółkę, która dostarczyła sporą maszynę swojemu polskiemu kontrahentowi. Maszyna przybyła do nas przez port w Gdyni i tu wszystko odbyło się dość standardowo. Niestandardowo natomiast zabrano się do podatków (a jakże by inaczej) i uzgodniono pewne ułatwienie – ułatwienie, które ostatecznie okazało się utrudnieniem (co niestety zbyt często zdarza się w przypadku polskich podatków).
Otóż, aby przyspieszyć dostawę i usprawnić montaż maszyny w Polsce, zamawiający ją polski klient zdecydował się wziąć na siebie formalności importowe (czyli sam zadeklarował import maszyny, która do Europy przypłynęła z Azji).
Jakie rozwiązanie przewidują polskie przepisy i kto ich nie widzi?
Rozpracujmy opisaną wyżej dostawę z czysto podatkowej – a dokładniej VAT-owskiej – perspektywy. Weźmy głębszy łyk kawy.
Mamy określony łańcuch dostaw od podmiotu spoza Unii Europejskiej, a przedmiotem następujących po sobie dostaw (dostawa od producenta z Azji do dostawcy z Niemiec a później dostawa od dostawcy z Niemiec do odbiorcy w Polsce) jest towar, który (bez żadnych wątpliwości) wymaga specjalistycznego montażu w Polsce.
Nie byłaby to sytuacja wyjątkowa, gdyby nie fakt, że wyłącznie ze względów praktycznych ostatni w łańcuchu dostaw nabywca zdecydował się samodzielnie wypełnić formalności importowe i został podmiotem zgłaszającym i rozliczającym import – jeszcze zanim rzeczony towar został mu faktycznie dostarczony, po odpowiednim montażu.
Zatem mamy:
- podmiot A (pierwszy dostawca spoza UE, dokonujący eksportu z własnego kraju),
- podmiot B (drugi dostawca, z siedzibą w UE i zarejestrowany na potrzeby VAT zarówno w innym państwie członkowskim, jak i w Polsce, dokonujący dostawy z montażem w Polsce), oraz
- podmiot C (ostatni nabywca, który jeszcze przed montażem dokonał w Polsce formalnie importu i jednocześnie nabył montowany towar).
Skutek jest taki, że ostatni nabywca (podmiot C) otrzymał wystawioną na siebie decyzję urzędu celno-skarbowego z tytułu dokonanego importu do Unii (Polski), oraz otrzymał także fakturę za dostawę z montażem zaimportowanego wcześniej towaru od podmiotu B – z polskim VAT, gdyż podmiot B jest wykluczony z obowiązku stosowania odwrotnego obciążenia (był i jest w Polsce zarejestrowany do VAT).
Gdyby podmiot B nie był w Polsce zarejestrowany do VAT, to należałoby zastosować odwrotne obciążenie. Wtedy podmiot C mógłby skorzystać z dobrodziejstwa ciekawego przepisu art. 30c ust. 2 ustawy o VAT.
Ten ciekawy przepis przewiduje, że jeśli już raz (przy imporcie) VAT został rozliczony, to nie trzeba go rozliczać po raz drugi, jeśli następująca po imporcie dostawa jest rozliczana przy zastosowaniu odwrotnego obciążenia (podatek rozlicza nabywca) – wtedy takiemu rozliczeniu podlega ewentualna nadwyżka wartości towaru (wraz z montażem), która siłą rzeczy nie została rozliczona przy imporcie.
Ergo: jeśli z jakichś względów nie możemy zastosować odwrotnego obciążenia, to dostawę po imporcie trzeba rozliczyć dwukrotnie: raz w ramach fizycznego wwiezienia towaru do Polski (import) i drugi raz, gdy dokumentujemy dostawę towaru z montażem w Polsce. Nabywca powinien móc odliczyć zarówno VAT naliczony mu przy zadeklarowanym imporcie (pamiętajmy, że wyręczył w tym zadaniu swojego dostawcę), jak i VAT naliczony w związku z rozliczeniem dostawy krajowej z montażem. Nie jest to żadne nadużycie – po prostu rozliczenie VAT monitorujemy (dla pewności) dwukrotnie.
Innego i – cóż za niespodzianka – dość absurdalnego zdania był ostatnio Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej (por. interpretację z 18.06.2025 r., znak: 0114-KDIP1-2.4012.389.2025.2.RM). Ale to nie koniec sprawy. Zajmie się nią sąd, więc zapewne wypijemy przy niej jeszcze jedną kawę.